I jak to w moim szalonym życiu bywa, postanowiłam, że spróbuję uszyć jakiegoś "patchworkowca" :) Z racji tego, że poraz pierwszy w życiu szyłam takie "coś" padło na poszewkę (no tak znowu te poszewki :-)) Przyznam, że wcale nie jest łatwo pozszywać takie 15 cm kwadraciki żeby było idealnie prosto... Chyba moja maszyna do szycia odczuła mój stres i sama się zestresowała. Wyszło niezbyt idealnie ale spróbowałam... Wyszło takie oto "coś":
Oczywiście "zdziwiona sowa" powstała przez przypadek ale fajnie się "wpasowała" w patchworki :)
Więc podsumowując krótko napiszę, że z pewnością nie są to moje ostatnie "patchworki".
Kolejne jednak dla uzyskania "idealnie prostych" kwadracików będę zszywała ręcznie :)
pozdrawiam cieplutko :-)

